W nienawiści jest strach. – Fryderyk Nietzsche

Jako dziecko przerażało mnie wszystko co nieznane, moja strategia była więc prosta i całkiem logiczna jak na pięciolatkę: jeśli coś przeraża, to tego unikam. Na krótką chwilę może i było to skuteczne, jednak w szerszej perspektywie prowadziło donikąd. Po pewnym czasie (całkiem długim) przekonałam się, że nie zawsze najlepszym rozwiązaniem jest unik, czasem trzeba podjąć walkę, o coś więcej niż tylko przeciętność.

Wspomniałam o strachu, bo po części to on stanowi podłoże dla kwestii, którą poruszę.  Zacznę może tak: jako przedstawicielka prężnie rozwijającej się organizacji, o charakterze mocno sekciarskim, która wszelkimi siłami usiłuje opanować świat, szerząc propagandę zdrowego stylu życia i katorżniczych ćwiczeń (czyt. krosfit), wypełniam comiesięczną misję, znaną pod nazwą: „Dzień bez głoszenia idei mistrza Glassmana, jest dniem straconym”. W związku z doświadczeniami ostatnich miesięcy czuję potrzebę podzielenia się moim bólem. Temat, który poruszę jest dobrze znany i bliski każdemu, kto trochę w boksie przesiedział i swoje przeżył.

Czytaj dalej…