Jak to mówią, mądry człek po szkodzie. Tak to już jest, że zazwyczaj to nie sukcesy a trudności i niepowodzenia posuwają nas do przodu i otwierają całkiem nowe spektrum możliwości. Chociaż potrzeba odpowiedniej perspektywy i czasu by to dostrzec i docenić.

Ostatnie tygodnie upłynęły pod znakiem zmagania się z własnym ego, bólem i oczywistym spadkiem formy. Kontuzja pasma biodrowo-piszczelowego nie ominęło moich skromnych progów. Niby wszystko było dobrze, czasy coraz lepsze, samopoczucie super, siła w nogach była i co? I wszystko .. trafił. A tak szczerze, to już od jakiegoś czasu nie wszystko działało jak w szwajcarskim zegarku a organizm dawał wyraźne sygnały ostrzegawcze. Za zignorowanie ich trzeba mi teraz słono zapłacić.

Podobno znajduję się teraz w stanie katabolicznym. Tak mówi mój trener crossfitu. Nie wiem z czym to się je i jak się do tego ustosunkować, wiec tak trochę błądzę jak czerwony kapturek w ciemnym lesie. Podobno to taki straszak na każdego fitwariata, podobno wilki nie zjadają czerwonych kapturków ale kto ich tam wie, nigdy nie pałałam zaufaniem do kobiet w czerwonych pelerynach. Podobno na porażkach i błędach rodzi się doskonałość ale cała ta sytuacja sprawia, że  czuję się tak trochę jak narkoman na odwyku, więc może stąd te historie o czerwonych kapturkach i zmorach z ciemnego lasu. Czas przejść do meritum sprawy.

Najczęstszy ludzki błąd – nie przewidzieć burzy w piękny czas.

Niccolò Machiavelli

Ostatnie doświadczenia zmusiły mnie do przeanalizowania jeszcze raz mojej techniki. To wcale nie takie proste jakby się mogło wydawać. Niestety, w tym temacie mam jeszcze sporo do nadrobienia. Cholernie trudno jest trenować samego siebie, wyłapywać na czas błędy, korygować je i wyciągać wnioski na przyszłość. Jak na razie w tej katabolicznej krainie jest ciemno jak.. (nie dokończę, bo podobno nie wypada). W związku z tą sytuacją, postanowiłam, po dokładnym zwertowaniu połowy Internetu, zaopatrzyć się w prywatnego masażystę, a że ci dwumetrowi bruneci z dłońmi jak u panów otwierających dziesiątki słoików z  ogórkami kiszonymi dziennie, to towar deficytowy a do tego dosyć kosztowny, podjęłam decyzje o zakupie wersji uproszczonej, dostosowanej do moich możliwości finansowych, za jedyne 32.99 E. Mowa oczywiście o tym twardym jak skała, czarnym jak smoła i bezlitosnym jak… BlackRoll.

Bo choć należy on do wersji standardowej to potrafi w sposób niestandardowy zaspokoić potrzeby każdej kobiety i nie tylko, przy odrobinie zachety zadba o nasze obolałe ciało.  Nie radzę zaczynać tejże znajomości od wersji pro, choć wiem, że nazwa kusi (przecież my wszyscy Pro jesteśmy), to tym razem taki wybór prawdopodobnie pozostawi tylko ból i zgrzytanie zębów, co nie pozwoli na prawidłowe jego zastosowanie.

Muszę przyznać, że nowy nabytek szybko skradł moje serce i na dobre zagnieździł się w rytuałach dnia codziennego. Choć początki były trudne i bolesne (potrafi dać porządnie w kość), to z czasem udało nam się znaleźć nić porozumienia.

Na Blackroll Polska znajdziecie wile przydatnych informacji a tutaj trochę więciej o powięzi i roli jaką pełni w naszym organizmie. Rolujcie się do woli i niech moc rolkowej gąbki będzie z wami.

 

Rolowanie

Mój nowy przyjaciel, czarny jak smoła, twardy jak skała i bezlitosny jak BlackRoll

was last modified: Maj 16th, 2015 by Kasia Topa