Aby ukoić stres i dać upust emocjom, chwytam za papier i piszę co ślina przyniesie na język, poniżej tego efekty. Pierwsza cześć przedstawia moje schizofreniczne lęki i rozmyślania zapisane dzień przed samym biegiem, następna część, to spokojniejsza relacja już po. Tak więc, dzisiaj wyjątkowo pamiętnikowo, bez porad i wymądrzania się.

Przed

Ta cholerna awaria prądu skutecznie podsyca mój stres przed jutrzejszymi zawodami. Siedzę więc w ciemności, w żołądku ściska że hej, a umysł pełen wizji niedorzecznych. Od trzeciej wojny światowej począwszy, po atak zakażonych wirusem małp skończywszy. Mój cel: ukończyć i nie zabić się przy tym, a i może dobrze by było także się nie zgubić. To takie moje ambitne plany na jutro. Ta przedłużająca się awaria działa na mnie bardzo nerwowo. Miejmy nadzieję, że Bóg przychylnie patrzy na głuptasów.

Po

Mówią, że pierwszy raz jest najlepszy, mówią że niezapomniany, wyjątkowy, podobno lepszy od pierwszego pocałunku czy stosunku płciowego. Poniosło mnie, zapragnęłam i ja skosztować tego słodko-kwaśnego owocu przygody i ryzyka. O czym mowa, już wyjaśniam. Chodzi oczywiście o nic innego jak o mój pierwszy bieg, taki prawdziwy z metą i medalami. I żeby tego było mało, los przygotował dla mnie coś naprawdę specjalnego, bieg górski. Niby tylko 12.5 km, ale hola, to przecież góry!

Czytaj dalej…