Wpisy w Luty 2015

Dywanowe dziewczęta

Three-Graces

Od razu przechodzę do sedna, bo sprawa jest poważna, więc nie ma co wody lać (pod koniec dałam sobie temu upust). Temat dotyczy dywanowych niewiast, jakby ktoś się zastanawiał co do cholery tym razem chodzi mi po głowie, to już spieszę z pomocą. Pod tym frywolnym pojęciem kryją się kobiety, które na swoją aktywność fizyczną wybrały ćwiczenia wykonywane w zaciszu domowego ogniska, na przykład z taką panią Chodakowską, Mel B czy urodziwą Zuzką.  Żeby było ciekawiej postanowiłam zestawić to z treningami crossfit przeprowadzanymi w boxie. Jeśli ktoś zarzuca mi jednostronność i subiektywność, to ma rację. Ta walka od początku skazana jest na przegraną dla jednej ze stron. Crossfit kontra dywanowy trening, runda pierwsza:

1. I`m Too Sexy

Trenując crossfit musisz być przygotowana kochana na zgrabny tyłek, biceps, uda, mocny tors i całą resztę w pakiecie. No dobra tu może i na dywaniku w zaciszu domowego ogniska, o ile wcześniej nie zrobimy sobie krzywdy i podstawową wiedzę posiadamy, to może i jakieś efekty tego będą, ale powiedzmy sobie szczerze zgrabnego tyłka, umięśnionych ud i zarysowanego bicepsa raczej nie osiągniemy kilogramowymi handelkami (uuu.. czy ona właśnie napisała umięśnionymi?!!!). Ja rozumiem, przecież to nie o to chodzi, nie daj boże żeby coś nam się tam rozrastało, chodzi o to by upodobnić się do tych chudych szkap z magazynów dla “kobiet współczesnych”. Bo wiadomo, jak są mięśnie to od razu babochłop i co? I dupa, żaden facet nas nie zechce.

2. I Need a Hero

Codzienność staje się łatwiejsza, trenując crossfit. Torby z zakupami jakieś takie lżejsze a schody na czwarte piętro już nie takie straszne. Nie sądzę, by to samo mogły powiedzieć fanki np. pani Chodakowskiej. A i o zostanie bohaterem można się pokusić, bieg za złodziejem, który właśnie zabrał biednej babci torebkę, to wyzwanie akurat na nasze możliwości (po zeszłotygodniowym Murphie, to bułka z masłem) a i ściągniecie kota z drzewa nie powinno stanowić problemu. Crossfit rulez! I chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że gdy zombie zaatakują świat, to kto myślicie przetrwa mądrale, no kto?

Czytaj dalej…

Czy warto biegać w niepogodę?

bieg-w-deszczu

Ze względu na specjalność albo niespecjalność dzisiejszego dnia, postanowiłam napisać post poświęcony niczemu innemu jak właśnie miłości. Tym razem (tak jak lubię) egoistycznie, o miłości do siebie.

Gdy pada i wieje, a mróz ściska za tyłki, prawdziwi twardziele wychodzą na ulice. Zasiewają błotniste ścieżki i asfaltowe drogi prowadzeni przez pasję i utwierdzeni w swojej wewnętrznej sile. Jedni nazywają ich wariatami, dla inni stają się inspiracją do działania. Bo jak to mówi nasze staropolskie przysłowie „When the going gets tough, the tough get going ”(no może nie takie stare i nie takie polskie).

Pewnie, że fajnie jest sobie pobiegać, gdy pogoda dopisuje, ptaki ćwierkają przyjemną dla ucha melodię a uliczki parkowe przepełnia tłum rozbawionych przechodniów, ale to właśnie takie chłodne deszczowe poranki otwierają całkiem nowe możliwości. Bo gdy z góry pioruny strzelają a woda leje się strumieniami (no dobra, z tymi piorunami to trochę przesadziłam) tylko nieliczni nie zbaczają z wcześniej obranej ścieżki. Utwierdzeni w słuszności swoich działań, niestrudzenie podążają drogą, która z każdym dniem przybliża ich do obranego celu. Dla większości marzenia zawsze pozostaną w sferze fikcji, nie dla nich. Kuloodporni znają swoją wartość i wierzą, że tak prozaiczne sprawy jak pogoda nie pokrzyżują ich planów.

Czytaj dalej…

Na crossfitowym haju

Czwarty wpis i nadal nic o crossficie? Nie tym razem. Zgodnie z niepisaną zasadą obowiązującą wszystkich, którzy umiłowali tę formę aktywności fizycznej (czyli ciągłe o niej paplanie) dzisiaj, tak po trosze o tym, jakie zmiany zauważyłam w sobie po kilku miesiącach regularnego treningu. Do poruszenia tego tematu zainspirował mnie wpis zatytułowany „6 Powerful Ways CrossFit Changes Lives”. Artykuł polecam wszystkim, którzy jeśli jeszcze tego nie zrobili, to rozważają związanie swojej przyszłości z tą dyscypliną.

Ach te zmiany

Muszę przyznać, że w ostatnich miesiącach natrafiłam na wiele podobnych wpisów, ten jeden, wydaje mi się naprawdę specjalny, chodzi za mną już kilka dni i nie daje o sobie zapomnieć. A wszystko to, za sprawą punktu pierwszego, który to okazał się bardzo mnie dotyczyć. Autor porusza w nim temat transformacji, jaką zaobserwował w posturze ciała osób trenujących crossfit. Te niewielkie zmiany w sposobie poruszania się, ułożeniu ciała, wskazują na większą pewność siebie i swobodę. To już nie są te same osoby, które stawiając swoje pierwsze kroki w boxie niepewnie unosiły wzrok znad podłogi, ciągle przygarbione, z lekko opadniętymi barkami. Uświadomiło mi to, jak dalece, te wydawałoby się niewielkie i z pewnością dla większości niezauważalne zmiany, wpłynęły na wiele innych aspektów mojego życia. Odkąd sięgam pamięcią miałam problem z niskim poczuciem własnej wartości, co rzutowało znacznie na moja postawę ciała, sposób chodzenia, patrzenia. Dodarło do mnie jak bardzo crossfit zmienił nie tylko wygląd zewnętrzny ale i życie.

Czytaj dalej…