Wpisy w kategorii "biegi"

Pięć kilometrów do mety – relacja z biegu

bieg kreta

Zamykam oczy i widzę podbiegi, otwieram – to samo.

Nie, to nie żadna choroba, to przejściowe objawy wczorajszej piątki. A zaczęło się tak: kanapka z marmoradą z fig, kawa, rodzynki i w drogę. Jednej z tych rzeczy niedługo będę żałować, ale o tym później. Arkaloxoli znajduje się 60 km od miejsca, w którym mieszkam, ale ostatnie 20 to kręta wąska droga z licznymi wyżłobieniami.

Zdenerwowana, całkowicie “niedopogadania”, ściskam w kieszeni mapę biegu, szczegółowo analizowaną od tygodnia a w głowie myśli urządzają sobie imprezę bez trzymanki, za moim przyzwoleniem – niestety. Nie wiem, czego mogę się spodziewać, trasa nie łatwa, na pewno dobrego czasu wykręcić tam się nie da, ale dla mnie nieopierzonej amatorki, to i tak miała być szansa na życiówkę a skrycie może nawet na podium.

Czytaj dalej…

Color Run – bieg w kolorach tęczy

Color Run zapoczątkowany w 2011 szybko podbił serca ludzi na całym świecie.  Muszę przyznać, że ambitnie postawiona teza jakoby było to „Najszczęśliwsze 5km na całej Planecie ” została osobiście potwierdzona. Tak lekko, radośnie i bezstresowo nie biegło mi się już dawno. Może dlatego, że to wydarzenie inne niż wszystkie, tu czas nie gra roli, nie ma wygranych czy przegranych a właściwie to wszyscy jesteśmy zwycięzcami z pamiątkowym medalem, górą uśmiechów i niezapomnianymi wspomnieniami na koniec.

Cel jak najbardziej słuszny, propagowanie biegania jako zabawy i przyjemności, pretekst do spotkania w gronie znajomych i wielkiej fiesty z tysiącami odcieni w tle, zasługuje na pochwałę. Taka mała dygresja, która może odrobinę zachwieje tą idylliczną relację, odnośnie wszechobecnych tzw. selfie. Odniosłam wrażenie, że dla wielu okazja do zrobienia sobie sliciasniej fotki na fb, była główny powodem uczestnictwa. Tak czy inaczej akcja bez wątpienia zaliczona do pozytywnych.

Czytaj dalej…

Pierwszy bieg

moj pierwszy bieg

Aby ukoić stres i dać upust emocjom, chwytam za papier i piszę co ślina przyniesie na język, poniżej tego efekty. Pierwsza cześć przedstawia moje schizofreniczne lęki i rozmyślania zapisane dzień przed samym biegiem, następna część, to spokojniejsza relacja już po. Tak więc, dzisiaj wyjątkowo pamiętnikowo, bez porad i wymądrzania się.

Przed

Ta cholerna awaria prądu skutecznie podsyca mój stres przed jutrzejszymi zawodami. Siedzę więc w ciemności, w żołądku ściska że hej, a umysł pełen wizji niedorzecznych. Od trzeciej wojny światowej począwszy, po atak zakażonych wirusem małp skończywszy. Mój cel: ukończyć i nie zabić się przy tym, a i może dobrze by było także się nie zgubić. To takie moje ambitne plany na jutro. Ta przedłużająca się awaria działa na mnie bardzo nerwowo. Miejmy nadzieję, że Bóg przychylnie patrzy na głuptasów.

Po

Mówią, że pierwszy raz jest najlepszy, mówią że niezapomniany, wyjątkowy, podobno lepszy od pierwszego pocałunku czy stosunku płciowego. Poniosło mnie, zapragnęłam i ja skosztować tego słodko-kwaśnego owocu przygody i ryzyka. O czym mowa, już wyjaśniam. Chodzi oczywiście o nic innego jak o mój pierwszy bieg, taki prawdziwy z metą i medalami. I żeby tego było mało, los przygotował dla mnie coś naprawdę specjalnego, bieg górski. Niby tylko 12.5 km, ale hola, to przecież góry!

Czytaj dalej…