Najnowsze wpisy / Page 3

10 najlepszych filmów motywacyjnych

Człowiekiem jestem i chwile zwątpienia nie są mi obce. Te zdradliwe bestie potrafią niepostrzeżenie wkraść się w codzienność, rujnując wszystko, na co tak ciężko pracowaliśmy. Każdy ma w życiu takie momenty, gdy zwątpienie bierze górę, a to co do tej pory dodawało smaczku szarej egzystencji, traci sens. Naprawdę niebezpiecznie robi się, gdy do zwątpienia dołącza jej bliski krewny – lenistwo, zmora ciężka do wyplewienia jak stonka ziemniaczana na kapuście. Zawistne bestie łatwo nie odpuszczają. W tym momencie zastaliście mnie na polu bitewnym, mam lekką przewagę nad przeciwnikiem, ale jaki będzie tego finał, nie wiem. Słabość do serialu „M jak Miłość”(tak, tego z biedną Hanka i kartonami) zaczyna rujnować mój skrzętnie utkany plan na dzisiaj. Pracy co nie miara, trening popołudniowy też sam się nie zrobi a tu ani ochoty, ani zapału, a Mostowiakowie nie śpią.

W takich chwilach jak ta, z pomocą przychodzi nieoceniony Stallone (tak, ten od trupów i Rockiego), jego słowa jak kubeł zimnej wody w mroźny poranek, skutecznie pobudzają do działania.

“Life’s not about how hard of a hit you can give… it’s about how many you can take, and still keep moving forward.”

Śmiejcie się, ale zazwyczaj tyle mi trzeba, by zwycięsko wyjść, z wydawałoby się bitwy przegranej i odgonić bestie złośliwe. Bo tak naprawdę to bez pasji czuję się jakby ktoś nagle odkolorowal mi świat i pozostawił mnie tak na tej pustyni normalności.

Tylko ostrzegam, po takiej dawce motywacji ciężko usiedzieć na kanapie.

Czytaj dalej…

Babskie pompki dla
prawdziwych facetów

babskie męskie pompki

Podjęłam się dzisiaj zadania nader trudnego. Postanowiłam zgłębić zawiłe zakamarki męskich umysłów. Skąd to szaleństwo? Obserwuję ostatnio wśród panów zjawisko nader dla mnie niezrozumiałe, tutaj na potrzeby naukowe nadałam mu nazwę NAKONIP DEP, czyli jak się łatwo domyśleć ”Na Kolana Nie Padam Duże Ego Posiadam”. Dla niewtajemniczonych wyjaśniam, że chodzi o pompki a dokładniej o ułatwioną ich wersje tzw. babską. Osobiście uważam, że nazwa ta jest bardzo krzywdzące paradoksalnie właśnie dla mężczyzn. Wiecie jacy są faceci, na każde słowo, które w jakikolwiek sposób podkreślałoby ich słabość lub sugerowało bezsilność w dowolnej dziedzinie, unoszą się duma a ich ego urasta do wielkości ogromnego balona.

Czytaj dalej…

9 (nie)zabawnych sytuacji z życia weganina

Franz Kafka stojąc przed ogromnym akwarium, powiedział „Mogę na was patrzeć ze spokojnym sumieniem. Ja was już nie jem.” Jakoś chyba tak było i ze mną.

Przejście na weganizm niesie za sobą wiele wyznań, bez względu na miejsce, w którym żyjemy, nadal należymy do mniejszości (mocno wierzę, że pewnego dnia, opowieści o masowym mordzie zwierząt będą jedynie przestrogą dla niegrzecznych dzieci). Od kilku lat mieszkam na Krecie i powiem wam, że łatwego życia to my tutaj nie mamy, ale za to historii do opowiadania, co nie miara. Poniżej kilka luźno ze sobą związanych anegdot i porad, dotyczących życia na tej rajskiej wyspie.

1. Czy ktoś kochanie cię do tego zmusza?

Ciężko ogarnąć decyzje drugiej osoby o tak różnym od naszego światopoglądzie, zwłaszcza gdy chęci na zrozumienie brak. Stąd tego typu pytania i ich logika. Odpowiedź zazwyczaj nie gra większej roli, ale cały proces bywa męczący. Opanowanie i cierpliwość to cechy niezbędne by utrzymać nasze zdrowie psychiczne na odpowiednim poziomie (patrz punkt 2). W pewnym moment pojawia się przebłysk nadziei, że w końcu potrzeba wiedzy i informacji na temat mojego odżywiania i sposobu życia, została dostatecznie zaspokojona. Gdy tu nagle, beztroską egzystencję przerywa np. takie spotkanie rodzinne, niedzielny obiad w gronie najbliższych (minimum 15 osób), ślub, chrzest czy śmierć .. i wszystko zaczyna się od początku.

Wegetarianin na krecie

2. 100, 99, 98 …

Opanowanie to bardzo przydatna cecha charakteru, zwłaszcza, jeśli jesteś wege. Chociaż słyszałam wiele, to przytoczę dwa moje ulubione argumenty, które działają na mnie jak płachta na byka. Pierwsze, brzmi zazwyczaj jakoś tak: te zwierzęta i tak są już martwe, więc szkoda by tyle mięsa się zmarnowało. A drugie tak: ta mała kózka została stworzona by trafić na nasze talerze, Bóg tak chciał a wiadomo, z Wszechmocnym się nie dyskutuje. Oba jak widać dobitnie i bezdyskusyjnie miażdżą wszystkie nasze wcześniejsze racje. W takich momentach jedyny ratunek to głęboki wdech i odliczanie, czasami do 5, czasami i do 100, jak jest taka potrzeba.

Czytaj dalej…

Cycusznik z Lidla

biustonosz sportowy z Lidla

Obiecałam sobie, że nie będę recenzować żadnych majtek srajtek, ale przecież zasady są po ty je łamać, tak więc dzisiaj o produkcie, który zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. W sumie biust kobiecy to sprawa całkiem poważna, zatem i wpis o staniku można spokojnie podnieść do rangi zagadnienia fundamentalnego. Za dużo naoglądałam się skaczących piersi by ten temat lekceważyć (swoją drogą, sam widok boli).

A zaczęło się tak. Zachęcona informacjami koleżanki na temat sportowej oferty sklepów Lidl, pobiegłam, a raczej doczołgałam się ślamazarnie, zniechęcona poprzednimi zakupami w tejże sieci, by na własne oczy zobaczyć te cuda wychwalane przez Mariolkę. Po szybkich oględzinach, decyzja padła na stanik, mam do biustonoszy sportowych słabość, więc bez większego zastanowienia wydalam całe 6,99 € na nowy cycusznik. Zdając sobie sprawę, że z tymi rozmiarami w tego typu sklepach to jak z grą w ruletkę, ryzykownie wybrałam 75B.

Czytaj dalej…

Pierwszy bieg

moj pierwszy bieg

Aby ukoić stres i dać upust emocjom, chwytam za papier i piszę co ślina przyniesie na język, poniżej tego efekty. Pierwsza cześć przedstawia moje schizofreniczne lęki i rozmyślania zapisane dzień przed samym biegiem, następna część, to spokojniejsza relacja już po. Tak więc, dzisiaj wyjątkowo pamiętnikowo, bez porad i wymądrzania się.

Przed

Ta cholerna awaria prądu skutecznie podsyca mój stres przed jutrzejszymi zawodami. Siedzę więc w ciemności, w żołądku ściska że hej, a umysł pełen wizji niedorzecznych. Od trzeciej wojny światowej począwszy, po atak zakażonych wirusem małp skończywszy. Mój cel: ukończyć i nie zabić się przy tym, a i może dobrze by było także się nie zgubić. To takie moje ambitne plany na jutro. Ta przedłużająca się awaria działa na mnie bardzo nerwowo. Miejmy nadzieję, że Bóg przychylnie patrzy na głuptasów.

Po

Mówią, że pierwszy raz jest najlepszy, mówią że niezapomniany, wyjątkowy, podobno lepszy od pierwszego pocałunku czy stosunku płciowego. Poniosło mnie, zapragnęłam i ja skosztować tego słodko-kwaśnego owocu przygody i ryzyka. O czym mowa, już wyjaśniam. Chodzi oczywiście o nic innego jak o mój pierwszy bieg, taki prawdziwy z metą i medalami. I żeby tego było mało, los przygotował dla mnie coś naprawdę specjalnego, bieg górski. Niby tylko 12.5 km, ale hola, to przecież góry!

Czytaj dalej…

Dywanowe dziewczęta

Three-Graces

Od razu przechodzę do sedna, bo sprawa jest poważna, więc nie ma co wody lać (pod koniec dałam sobie temu upust). Temat dotyczy dywanowych niewiast, jakby ktoś się zastanawiał co do cholery tym razem chodzi mi po głowie, to już spieszę z pomocą. Pod tym frywolnym pojęciem kryją się kobiety, które na swoją aktywność fizyczną wybrały ćwiczenia wykonywane w zaciszu domowego ogniska, na przykład z taką panią Chodakowską, Mel B czy urodziwą Zuzką.  Żeby było ciekawiej postanowiłam zestawić to z treningami crossfit przeprowadzanymi w boxie. Jeśli ktoś zarzuca mi jednostronność i subiektywność, to ma rację. Ta walka od początku skazana jest na przegraną dla jednej ze stron. Crossfit kontra dywanowy trening, runda pierwsza:

1. I`m Too Sexy

Trenując crossfit musisz być przygotowana kochana na zgrabny tyłek, biceps, uda, mocny tors i całą resztę w pakiecie. No dobra tu może i na dywaniku w zaciszu domowego ogniska, o ile wcześniej nie zrobimy sobie krzywdy i podstawową wiedzę posiadamy, to może i jakieś efekty tego będą, ale powiedzmy sobie szczerze zgrabnego tyłka, umięśnionych ud i zarysowanego bicepsa raczej nie osiągniemy kilogramowymi handelkami (uuu.. czy ona właśnie napisała umięśnionymi?!!!). Ja rozumiem, przecież to nie o to chodzi, nie daj boże żeby coś nam się tam rozrastało, chodzi o to by upodobnić się do tych chudych szkap z magazynów dla „kobiet współczesnych”. Bo wiadomo, jak są mięśnie to od razu babochłop i co? I dupa, żaden facet nas nie zechce.

2. I Need a Hero

Codzienność staje się łatwiejsza, trenując crossfit. Torby z zakupami jakieś takie lżejsze a schody na czwarte piętro już nie takie straszne. Nie sądzę, by to samo mogły powiedzieć fanki np. pani Chodakowskiej. A i o zostanie bohaterem można się pokusić, bieg za złodziejem, który właśnie zabrał biednej babci torebkę, to wyzwanie akurat na nasze możliwości (po zeszłotygodniowym Murphie, to bułka z masłem) a i ściągniecie kota z drzewa nie powinno stanowić problemu. Crossfit rulez! I chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że gdy zombie zaatakują świat, to kto myślicie przetrwa mądrale, no kto?

Czytaj dalej…

Czy warto biegać w niepogodę?

bieg-w-deszczu

Ze względu na specjalność albo niespecjalność dzisiejszego dnia, postanowiłam napisać post poświęcony niczemu innemu jak właśnie miłości. Tym razem (tak jak lubię) egoistycznie, o miłości do siebie.

Gdy pada i wieje, a mróz ściska za tyłki, prawdziwi twardziele wychodzą na ulice. Zasiewają błotniste ścieżki i asfaltowe drogi prowadzeni przez pasję i utwierdzeni w swojej wewnętrznej sile. Jedni nazywają ich wariatami, dla inni stają się inspiracją do działania. Bo jak to mówi nasze staropolskie przysłowie „When the going gets tough, the tough get going ”(no może nie takie stare i nie takie polskie).

Pewnie, że fajnie jest sobie pobiegać, gdy pogoda dopisuje, ptaki ćwierkają przyjemną dla ucha melodię a uliczki parkowe przepełnia tłum rozbawionych przechodniów, ale to właśnie takie chłodne deszczowe poranki otwierają całkiem nowe możliwości. Bo gdy z góry pioruny strzelają a woda leje się strumieniami (no dobra, z tymi piorunami to trochę przesadziłam) tylko nieliczni nie zbaczają z wcześniej obranej ścieżki. Utwierdzeni w słuszności swoich działań, niestrudzenie podążają drogą, która z każdym dniem przybliża ich do obranego celu. Dla większości marzenia zawsze pozostaną w sferze fikcji, nie dla nich. Kuloodporni znają swoją wartość i wierzą, że tak prozaiczne sprawy jak pogoda nie pokrzyżują ich planów.

Czytaj dalej…

Na crossfitowym haju

Czwarty wpis i nadal nic o crossficie? Nie tym razem. Zgodnie z niepisaną zasadą obowiązującą wszystkich, którzy umiłowali tę formę aktywności fizycznej (czyli ciągłe o niej paplanie) dzisiaj, tak po trosze o tym, jakie zmiany zauważyłam w sobie po kilku miesiącach regularnego treningu. Do poruszenia tego tematu zainspirował mnie wpis zatytułowany „6 Powerful Ways CrossFit Changes Lives”. Artykuł polecam wszystkim, którzy jeśli jeszcze tego nie zrobili, to rozważają związanie swojej przyszłości z tą dyscypliną.

Ach te zmiany

Muszę przyznać, że w ostatnich miesiącach natrafiłam na wiele podobnych wpisów, ten jeden, wydaje mi się naprawdę specjalny, chodzi za mną już kilka dni i nie daje o sobie zapomnieć. A wszystko to, za sprawą punktu pierwszego, który to okazał się bardzo mnie dotyczyć. Autor porusza w nim temat transformacji, jaką zaobserwował w posturze ciała osób trenujących crossfit. Te niewielkie zmiany w sposobie poruszania się, ułożeniu ciała, wskazują na większą pewność siebie i swobodę. To już nie są te same osoby, które stawiając swoje pierwsze kroki w boxie niepewnie unosiły wzrok znad podłogi, ciągle przygarbione, z lekko opadniętymi barkami. Uświadomiło mi to, jak dalece, te wydawałoby się niewielkie i z pewnością dla większości niezauważalne zmiany, wpłynęły na wiele innych aspektów mojego życia. Odkąd sięgam pamięcią miałam problem z niskim poczuciem własnej wartości, co rzutowało znacznie na moja postawę ciała, sposób chodzenia, patrzenia. Dodarło do mnie jak bardzo crossfit zmienił nie tylko wygląd zewnętrzny ale i życie.

Czytaj dalej…

Zielono mi

Moich 5 grzechów głównych w treningu siłowym

Gdy stawiałam swoje pierwsze kroki w tutejszej siłowni, moja wiedza na temat zdrowego stylu życia i jakiejkolwiek aktywności fizycznej była… no właśnie, sęk w tym, że nie było jej wcale. Na samą myśl o tym jak bardzo nieprzygotowana byłam przekraczając progi tejże siłowni, rumieniec oblewa moje policzki.

Gdy rozpoczynałam moją przygodę z treningiem siłowym (pewnie wtedy tego zwrotu nie było nawet w moim słowniku), wszystko wydawało się takie obce i przerażające. Popełniłam chyba każdy z możliwych błędów nowicjusza. Nieprzygotowana, wkroczyłam na kompletnie obcy mi teren wprost pod skrzydła pseudo instruktorów, typowych dla wielu tutejszych klubów fitness.

Upłynęło trochę czasu od tamtych pamiętnych chwil. Ja stałam się trochę starsza, trochę silniejsza, trochę mądrzejsza. Popełniłam sporo błędów, ale te 5 zaliczam do moich grzechów głównych. Spowiedź więc czas zacząć.

Czytaj dalej…

Kobiety do drążków

Czyli jak zrobić swój pierwszy pull-up

pull-ups, podciaganie-na-drazku

Pierwsze podciągnięcie się na drążku, to specjalny dzień dla każdego, kto od jakiegoś czasu zmaga się z tym ćwiczeniem. Myślę, że panowie się nie obrażą jeśli stwierdzę,  że dla nas kobiet wymiar tego osiągnięcia i satysfakcja z niego płynąca jest nieporównywalnie większa.

Moje pierwsze samodzielne podciągnięcie się nachwytem było dla mnie, w pewnym sensie zaskoczeniem, od dłuższego czasu ćwiczyłam pełne pull-upsy jedynie podchwytem, ponieważ tak mi doradzano. Czasami, gdy nikt nie patrzył, próbowałam z całych sił podciągnąć się stylem klasycznym (jak facet) jednak wszystkie moje dotychczasowe próby kończyły się niepowodzeniem i frustracją. Pewnego dnia, w zaciszu domowego ogniska, po prostu chwyciłam pewnie drążek i zrobiłam to, co przez ostatnie kilka miesięcy było dla mnie niedoścignionym marzeniem. Marnie technicznie, z językiem na zewnątrz, ale zrobiłam, uniosłam całe moje ciało aż do momentu, gdy broda lekko przekroczyła linię drążka. Niesamowite uczucie, uśmiech nie schodził mi z twarzy do końca dnia. Bo wiecie co, dla mnie to nie takie zwykłe ćwiczenie, to wyzwanie, pomiar siły, pewnego rodzaju egzamin dla duszy i ciała. Polecam je wszystkim, zwłaszcza nam kobietkom ma do zaoferowanie dużo więcej niż tylko zmiany w sferze fizycznej. Poniżej przedstawiam kilka punktów, które mam nadzieję pomogą każdemu, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z drążkiem.

Czytaj dalej…

« Starsze Wpisy Nowsze Wpisy »